Blog > Komentarze do wpisu

Korporacyjna żona

Weekend obfitował w atrakcje. Najpierw usiłowałam spalić dom. A potem się wyprowadziłam.

W skrócie i po kolei było to tak.

Przez ostatnie dwa tygodnie miałam przypływ niezwykłej i pozytywnej energii. Bez umiaru (umiar jest dla buddystow i stoików) rzuciłam się do porządków, przenicowałam chałupę i zapobiegawczo wyczyściłam pare półek i szuflad z myślą o dziecku. Pod koniec tego sajgonu poczułam się ździebko zmęczona, ale dobrnęłam szczęśliwie do ostatniej szufladki, odkurzyłam zmyłam i odtrąbiłam odwrót na kanapę.

Przed długo wyczekiwanym weekendem (no bo wreszcie i pogoda i porządek i spokój w duszy) korporacyjny mąż oznajmił, że ma sobotę pracującą.

Jako zła matka postanowiłam odpokutować grzechy, zrekompensować brak ojca i w sobotę udałam się do kina z potomkiem starszym.

Na kuchence zostawiłam garnek z ryżem. Na małym bo małym ale włączonym palniku.

Po powrocie zastałam swoje świeżo wystprzątane i odmalowane miesiąc temu mieszkanie w kłebach dymu.

Zwykle niewiele mi trzeba, więc załamanie miałam jak w banku. Korporacyjny mąż wspinając się na wyżyny empatii, poklepał mnie po plecach i oznamił, że nic się nie stało. A następnie wlazł za szafkę ze sprzętem i zaczął podłączac głośniki.

Z cisnieniem rosnącym z minuty na minutę pozdejmowałam wszystkie trzy dni wczesniej uprane firanki, narzuty, pościel. Zmyłam podłogi, szafki i ściany. Wszystko w wilgotnym przejmującym przeciągu.

A potem poszło od słowa do słowa. Dziecko wciągnięte w bitwę dołożyło swoje. Wyszłam nie zabierając nawet szczoteczki.

Tamtej nocy deszcz dzwonił o dach, mała rzucała się przez sen a ja myślałam tylko tym jak złą matką jestem. Najpierw obwiniałam jego. Bo dla ślepego oczywistym musi być, że nie jestem dla niego włąsciwą kobietą. On mnie w zasadzie nawet nie lubi. Potem obwiniałam siebie. Bo na fali wznoszącej zdecydowałam się na dziecko, ślepa na oczywistości.

A potem znalazłam wroga doskonałego.

Korporację.

Gdyby nie praca po 12 godzin dziennie nie stalibyśmy się sobie tak obcy. Gdyby nie drastyczna róznica dochodów nie byłoby między nami zawiści. Gdyby nie brak czasu nie byłoby konfliktów o weekendy, wakacje, wizyty w szkole. Gdyby nie zmęczenie nie brakowałoby mu cierpliwości do córki. Kiedyś ją miał. Kiedyś ja miałam rozowe okulary i widziałam w nim zbawienie, zwykłego faceta oferującego zwykłe życie, grilla w sobotę i gołąbki na obiad. 

Dzisiaj widzę tylko zmęczonego, korporacyjnego żołnierza, z podpuchniętymi oczami i brzuchem zbyt okrągłym od słuzbowych lunchów i kolacji. Zawsze w pancerzu, niezbędnym by przebijać się przez korporacyjne korytarze, gdzie świszczą nad glowa strzały plotek i zawiści. Z bronią gotową do strzału, żeby w każdej chwili móc odgryżć się za agresję współpracowników. Zawsze czujny, żeby nie wpaśc w gęsto pokopane dołki. Z nieodłącznym blackberrym w ręku.

Czasami zastanawiam się na poważnie, czy w razie rozwodu nie powinnam pozwać Firmy o odszkodowanie za rozpad małżeństwa. W Stanach dobry adwokat znalazłby mi na to jakis paragraf.

Chyba zmienię nazwę bloga na żona korporacyjna.

W niedzielę wróciłam do domu.

poniedziałek, 30 maja 2011, very_bad_mother

Polecane wpisy

Komentarze
2011/05/30 15:52:05
Ło matko (zła)!
Dopiero dziś na Ciebie wpadłam, ale nie ma się co się dziwić, skoro tak rzadko piszesz. A piszesz świetnie i pozwól, że będę Cię nawiedzać. Pozdrawiam!
-
2011/05/30 16:10:44
Wpadaj. Może jednak powinnam zamieścić ostrzeżenie - zawartość silnie pesymistyczna. Za możliwe skutki nie biorę odpowiedzialności.
-
2011/05/30 17:49:40
Tytułu blogu nie zmieniaj, może mąż pójdzie po rozum do głowy i zmieni pracę? ;-P
-
2011/06/16 15:34:56
W ramach eksperymentów powinnyśmy zamienić się na tydzień mężami. Dostałabyś do wypróbowania egzemplarz zwany potocznie Wolnym Strzelcem. Czasem ma się ochotę wolno weń strzelić i poszukać innego, pracującego Od-Do.
-
2011/10/19 19:52:51
Mąż pracujący od-do 8 h na dobę 5 dni w tygodniu.... ehhh... rozmarzyłam się ;p
-
2012/04/10 12:28:40
no to teraz niech ktoś mądry powie co ja mam powiedzieć. praca od -do weekendy wolne zazwyczaj a w domu jestem największym wrogiem. co powiem to zle, i słyszę "skończ te swoje mądrości". dwa lata bez kobiety żony -naprawdę muszę być kimś nikim w tym wydaniu . A codziennie na każde zawołanie ,zrobić obiad ok. wyjąć zpralki i rozwiesić jest. kim mam być ????
O mojej pani z rozmowy to tylko usłyszeć mogę "weź się za lepszą pracę "- taką co w domu będe 7 godzin? to oczwiście duży skrót . pozdro napisał mundurowy
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin