Blog > Komentarze do wpisu

Zła matka u psychiatry

Uległam podszeptom Szatana.

I otworzyłam puszkę Pandory.

A było to tak.

Napisałam post na forum Gazeta.pl.

Tak, tak, nie wiem co mnie podkusiło. To znaczy wiem, siły piekielne z pewnością. Fora gazety znam nie od dziś, czasem z nudów w pracy podczytuję dla rozrywki co smakowitsze wątki, szczególnie w dziale Życie rodzinne, Wychowanie bez porażek, Brak Seksu w Małżeństwie i takie tam. Regularnie odwiedzam tez bloga wesołego homosia Navairy (polecam naprawdę http://heteroseksualisci.blox.pl - teraz się biedak zakochał i rzadko pisze, ale czytając archiwum też można posikać się z radości), który komentuje forumowe wątki dotyczące problemów damsko-męskich. Sam miodzio.

Fora to pole dla agresywnych, zgryźliwych, wszystko wiedzących bab, wiedźm, Pań.

Weekendowe awantury jednak odebrały mi chwilowo zdolność jasnego myślenia jak również przyczyniły się do znaczącego wzrostu irracjonalnego niepokoju. Niepokój dotyczy potomka młodszego.

Tak wiem, że miałam na niego zlew totalny. Ale odkąd powiedziałam starszej latorośli, jestem zasypywana pytania o "dzidziusia". A kiedy się urodzi, a czy to chłopiec, ona woli dziewczynkę, ojej naprawdę jest takie małe? I zwyczajnie trudno zachować obojętną, szwajcarską neutralność słuchając tego szczebiotu. 

Tak więc z początku pojedyncze natrętne myśli "tam nic nie ma", zamieniły się w potok wyrzutów "zrobiłam mu krzywdę, na pewno zrobiłam mu krzywdę, ryczałam całą noc, trzęsłam sie z nerwów, zdejmowałam firanki, wieszałam firanki, nosiłam ciężkie rzeczy, boli mnie brzuch, czy to mięśnie, czy to skurcz, coś mnie kłuje po lewej..." itd.

Mam lekarza za dwa tygodnie. Uznałam, że przez ten czas zeświruję. I zamiast wziąć jak Pambuczek przykazał napisać pytanie do wujka Gugla o usg w Warszawie, napisałam na forum Ciąża. Nie wiedzieć czemu wyobraziłam sobie, że dostanę odpowiedź w rodzaju: "Cześć kochana zła matko, ja też się niepokoiłam i poszłam na usg do gabinetu na ul. XXXX, gdzie przyjęto mnie z dnia na dzien bez skierowania."

Idiotka. Ja.

Ale suma sumarum dowiedziałam się ciekawych rzeczy.

Najpierw wysłano mnie do psychiatry. Bo nerwica to poważny problem.

Jak równiez do psychologa. Bo jak wyżej.

Starałm się delikatnie dać do zrozumienia radzącym, że nie o swoje zdrowie psychiczne się martwię ale o dobrostan małoletniego. Tego w brzuchu i tego poza. Tak własciwie to nawet bardziej się martwię o tego poza brzuchem. Nie umiem sobie wyobrazić jak tłumaczę, że "dziudziuś"  odszedł zanim przyszedł.

Radzące kobiety na moje wykręty odrzekły zgodnie, że to typowe dla polskiego zaścianka uznawać wizytę u psychologa za rzecz wstydliwą. Że opinia o psychologach, którą nieoaptrznie wyraziłam (to zwyczajni ludzie są, nie cudotwórcy), jest dyletancka i typowa.

Ale, ale... chyba nieco zgryźliwie - choć może jestem przewrażliwiona, w końcu mam nie odczynioną nerwicę - doradzono mi zakup detektora tętna płodu.

To takie coś, co przykłada się do brzucha na żel, jak usg i przy odrobinie szczęścia można znaleźć, gdzie bije serce małego. Internet pełen jest ostrzeżeń o błędnych odczytach, złym wpływie ultradźwięków i zgubnych skutkach lekceważenia innych niepokojących sygnałów, bo serce bije. Jest też pełen entuzjastycznych opinii kobiet, które w ramach autoterapii raz na tydzień (częstotliwość zgodnie uznawana za bezpieczną) słuchały sobie serca dziecka.

Zamówiłam to coś. Jak dostanę, to napiszę czy mi się udało to tętno znaleźć i czy rozwiało to moje obawy.

Jeszcze tylko słowo o psychologach i spadam.

Drogie radzące. Człowiek naprawdę mocno przygnieciony problemem depresji, nerwicy, załamania czy lęku nie jest w stanie pójść testować 5 psychologów na zasadzie, z którymś wreszcie zaskoczy. Nie mówcie tak pochopnie:

A u ilu psychologów konkretnie byłaś, i ile wytrzymałaś na terapii?
Psycholog też człowiek, jedni są lepsi inni gorsi, trzeba trafić na odpowiedniego.

To nie działa. Widziałam jak bliska mi osoba, w stanie psychicznym złym, po wyjściu od "niewłaściwego" psychologa znalazła się w otchłani tak głębokiej, że nie była w stanie iść, mówić, wsiąść do samochodu. A to były tylko zwykłe słowa. Zwykły psycholog. Zwykły człowiek. Może rano pokłócił się w domu. Może ktoś go opuścił. I nie starczyło empatii. Zwykłe słowa prawie zabiły.

Nie jestem przeciwna psychologom. Znam wielu, prywatnie również. Przeszłam terapię. Nigdy więcej się na to nie zdecyduję. Trochę mnie też przerażają wypadki uzależnienia od psychologa, które widuję.

Np. M. Był moment, że strasznie chciała się ze mną zaprzyjaźnić. Nie czułam chemii. Wszystko nas dzieliło. Ona starsza, samotna, inne środowisko, kompletnie innych charakter, inna filozofia życia, nawet jej spośób odżywiania mnie drażnił. Nie miałam o czym z nią rozmiawiać. O dzieciach? z singielką? O niewiernych facetach? Nachalnie zapraszała na kawę, a ja wpadałam w panikę. Aż wreszcie wymsknęło jej się pewnego dnia, że psycholog kazała jej z kimś pogadać. Z KIMŚ. W sumie sie ucieszyłam, bo uwolniła mnie od wyrzutów. Jak źle musi być, żeby zwierzać się komukolwiek na polecenie psychoterapuety?

Więc strzeżcie się pułapek psychoterapii.

Ale o czym to ja... No tak, w końcu na forum znalazła się jedna dobra dusza, która odpisała, że czuje to samo co ja i żebym się nie martwiła. Niestety z miasta innego niż moje, więc gabinetu na usg nie mogła polecić.

Ale nic to. Zapytamy wujka G.

PS. Przygoda z forum zaowocowała komentarzami. Ewntualnych chętnych do czytania czuję sie w obwiązku przestrzec. Nie będe pisywać regularnie albowiem często bywam w tak czarnej dziurze, że za dużo czasu zajmuje mi pamietanie o oddychaniu. Zachowywanie dystansu do wydarzeń też nie jest moja stałą cechą. Please feel warned.

PS II. Tak jakoś chyba wyszło z poprzedniego wpisu, że mój korporacyjny mąż to obrzydliwa larwa. Być może. Jednak jest to larwa kochana przeze mnie dziwnym rodzajem masochistycznej miłości, który przejawiają dziś tylko żony górników i narzeczone seryjnych morderców (patrz Nate Haskell, kto ogląda CSI Las Vegas 11 sezon, ten wie). Chyba o tym będzie następnym razem so stay tuned.

wtorek, 31 maja 2011, very_bad_mother
Tagi: matka depresja

Polecane wpisy

  • Zmiany...

    Jednak boli. Po przemyśleniu, boli i to nawet jak cholera. I to nie problem dzieci. Wiem, że w ich sprawie zrobiłam co mogłam. Po prostu nie da się tak żyć i do

  • Czas chłodu

    Nie stało się nic wielkiego. Nic dramatycznego. Nawet nie bolało. Pewnego dnia całkiem niedawno obudziłam się i zdałam sobie sprawę, że żyję w fikcji. W mojej g

  • The power of goodbye

    Ta piosenka jest symbolem pewnego dawnego przełomu w moim życiu. "Freedom comes when you learn to let go Creation comes when you learn to say no" Głupi banał

  • Słońce jasno-świecące

    Przed świtem, a właściwie, jeszcze w nocy zbudził mnie ból. Ból egzystencjalny, a nim oczy rozpoznały w szarzyźnie za oknem nadchodzący ranek, pojawił się ból ł

  • Kryzys - cd

    Pomimo powrotu od 25 czerwca do większej dawki Efectinu (150mg), nadal trzymam się ledwo, ledwo... Co prawda ostatnie dwa tygodnie miałam bardzo wyczerpujące fi

Komentarze
2011/05/31 10:00:58
Ja trafiłam z tytułowej bloxa - kategoria: Kobiety.
Fora są straszne - typowy magiel - nie uczęszczam.
Pisz, pisz - oddychanie jest przereklamowane ;)))
-
2011/12/14 22:01:16
Nie wiem jak trafiłam na ten wpis, znalazłam tu odpowiedź skąd niektórzy po 50 komentarzy mają na w sumie nudne (dla mnie) wpisy a ile czasu na odpowiadanie muszą mieć... Już wiem fora ;) Nie bywam ale chyba z ciekawości przeczytam polecane ;) pozdrawiam
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin