Blog > Komentarze do wpisu

Nietolerancja niepełnosprawności

Robotę mam biurową i w sumie nieciężką. Napisać, sprawdzić, przetłumaczyć, zadzwonić, posegregowac papierki. Ze wszystkich umiejętności nabytych na trzech kierunkach studiow przydaje mi się tylko robienie mądrej miny, kiedy ktoś pierdoli głupoty.

W biurze byłoby sennie i miło gdyby nie M.  

M. zasługuje na współczucie. Ze wszech miar. Cierpi na nieuleczalną chorobę, jest samotna, w średnim wieku, bezdzietna, mieszka z kotem. O czym poinformowała mnie zaraz drugiego dnia mojej pracy w biurze. W firmie pisze kwity po angielsku, który zna w wersji szkolnej.

M. wkurza mnie straszliwie.

Kiedyś M. chciała się ze mną przyjaźnić. Stawiała mnie w niewyobrażalnie niezręcznej sytuacji. Bo ja nie chciałam. M. miewała ataki i gorsze dni. Wtedy musiałam ją zastąpić. Nieprzewidywalność ilości i czasu trwania zastępstw wkurwiła mnie wreszcie do tego stopnia, że odstawiłam M. na bok stanowczym ruchem buta.

Potem w biurze pojawiła się M2. Wulgarna i opryskliwa, sfrustrowana spadkiem z wysoka wprost w nasze senne bagienko. Obarczono ją sprawdzaniem kwitów M. I M2 zmieszała ją z błotem bez żenady.

A M. odstawiła cyrk. Najpierw wszystkim szeptem i po cichu skarżyła się na brutalność M2. Potem pytała mnie o radę. Wku..wiłam się, w końcu nie mój cyrk i nie moje małpy. Głęboko oddychając doradziłam, żeby sobie szczerze porozmawiały.

Nie o taką rade chodziło M. Powinnam była się ulitować, kiwać głową ze zrozumieniem i obrzucić M2 błotem aż zacznie przypominać pierwotną rzeźbę z gliny. M. ruszyła ze swoim żalem dalej. Aż dotarla do prezesa.

Prezes zatrudniając M. realizował bliżej mi nieznany plan szerzenia dobra na świecie zatem nakazał M2 odwalić się. M2 się odwaliła i na tyle na ile mogła oddelegowała obowiązek kontroli M. na mnie.

Co oznacza, że nie mogę sobie pójśc na zwolnienie, dłuższy urlop czy cokolwiek, bo musze warować, czy aby M nie poczuje się gorzej, albo M2 odwołają pilnie do wyższych spraw a ja będę się przedzierać przez krzaki angielskich kwitów M. aż mnie zęby rozbolą.

A co ty tam piszesz? - zapytała własnie M. A co ją to do cholery obchodzi? Aaaa, bo może jej podkradam pracę... Generalnie wygląda na to, że M zbliża się do okresu niedyspozycji, kiedy to o 4 rano obudzi mnie SMS - Czy zajmiesz się kwitami, bo ja jestem na izbie przyjęć. M powtórzy tą prośbe o 6-tej a potem upewni się czy przyszłam do biura i robię. W biurze okaże się, że SMS o czwartej dostali wszystcy łącznie ze sprzątaczką. Ot zapobiegliwość.

M. budzi we mnie ciemną stronę mocy. Nie umiem współczuć. Brzydzą mnie jej ataki. Irytuje wyuczona bezradność, która ma z automatu budzić chęć pomocy. Bo tak. Wkurwia mnie jej prowokowanie. Bo ona jest chora. Bo ona jest innego wyznania. Bo ona kupuje w ekskluzywnym sklepie spożywczym. A potem pożycza stówę bo jej nie starcza do pierwszego.

M. uczyniła z choroby narzędzie wykorzystywania innych.

Tak, jestem nietolerancyjna wobec niepełnosprawności. Wirtualne kamienie można rzucać w komentarzach.

środa, 15 czerwca 2011, very_bad_mother

Polecane wpisy

Komentarze
2011/06/15 12:52:47
No patrz! właśnie dziś zaczęłam pisać w głowie identyczny wpis. tyle że patologia trochę inna.
-
2011/06/15 13:03:09
No jest jakieś pokrewieństwo astralne ;-)
-
2011/10/21 10:08:49
baby;p
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin