Kategorie: Wszystkie | Ciąża | kariera | Małżeństwo | Rodzicielstwo
RSS
czwartek, 19 listopada 2015

TUTAJ: http://korporacyjnazona.blox.pl

11:36, very_bad_mother
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 czerwca 2012

Projekt zamknięty.

reaktywacja na korporacyjnazona.blox.pl

VBM

10:24, very_bad_mother
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 czerwca 2012

Wyjazd na długi weekend celem relaksu oznacza m.in.:

- 5 godzin w aucie na jednym półdupku między fotelikiem małego a wszchobecnymi kolanami dużej (w sumie 10 h bo w te i z powrotem)

- upojny wieczór niedzielny spędzony na myciu wanny (bo przed wyjazdem nie chciała się umyć sama), myciu kibli (jakoś smierdzą po 4 dniach nieużywania), kąpaniu i usypianiu dzieci, segregowaniu prania i nerwowym obgryzaniu paznokci przed nadchodzącym poniedziałkiem, który upłynie na: pracy, segregowaniu prania, wieszaniu, odkurzaniu, zakupach, gotowaniu (bo pusto w lodówce), myciu podłogi, zabawianiu znudzonego potomka i przepędzaniu dużej z aktualnie odkurzanego kąta w inny kąt.

Zawsze wracam urąbana a doprowadzanie chałupy do stanu używalności po pakowaniu przedwyjazdowym i rozpakowywaniu powyjazdowym doprowadza mnie do rozpaczy.

Chyba już lepiej siedzieć na dupie.

Atrakcje wyjazdowe pominę milczeniem (np. to, że Mały chyba od nadmiaru emocji odmówił przyjmowania żarcia. Spędziłam upojny czas latając z butelką, która wciąż od nowa musiałam podgrzewać i usiłując wlać w niego chociaż kroplę mleka).

Ponadto tytuł bloga stracił częściowo sens.

Jestem wciąż złą matką. Żoną jestem już tylko formalnie. Kochanką przestałam być dawno temu.

Zamierzam skasować bloga i przenieść się pod inny adres, gdzie nie będzie już ani ciekawie ani ironicznie ani śmiesznie. Nikogo zatem nie namawiam do podążania. Ewentualnym niezdrowo zainteresowanym mogę podać nowy adres na maila.

See you.

 

13:39, very_bad_mother , Rodzicielstwo
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 04 czerwca 2012

Znalezione tutaj: Wysokie obcasy. Kobieta w pracy.

Za tą samą pracę kobieta dostaje o 20% mniej pieniędzy niż mężczyzna. Główną przyczyną są dzieci. Oraz brak żłobków i przedszkoli. Oraz polskie kołtuństwo i brutalny patriarchat kryjące się za hasłem "tradycjonalizm".

Z artykułu:

"Kim jest twoja mama?

- Podział obowiązków w związku bardzo wpływa na pracę - zauważa dr Lusińska. - Tu równowagi nie osiągniemy jeszcze długo. Kobiety ciągle wycofują się z rynku pracy, a mężczyźni z opieki nad dzieckiem. Gdy potem staje się przed decyzją, czy kobieta ma wrócić do pracy, czy zostać z dzieckiem w domu, łatwo ją podjąć. Uzasadnia się ją tym, że dzieci wolą mamę, ale przede wszystkim zarobkami. A w Polsce rzeczywiście bywa tak, że koszty opieki nad dzieckiem nawet przewyższają zarobki matki. Dla rodziny rachunek jest wtedy prosty - taniej wychodzi, gdy kobieta zostanie w domu - dodaje dr Lusińska.

To jednak rachunek krótkowzroczny. Bo im dłużej kobieta zostaje w domu, im więcej przepracuje na część etatu, tym mniej zarabia. A potem ma niższą emeryturę.

Jednak praca kobiet przecież to nie tylko kwestia pieniędzy. - Tu ważny jest także prestiż - tłumaczy Alicja Moszyńska. - Co się stanie, gdy jej dziecko ktoś zapyta, kim jest twoja mama, a ono nie będzie w stanie odpowiedzieć, bo jego mama po prostu siedzi w domu? Jak taka kobieta będzie się czuła?"

Ja i tak nie jestem w stanie wyjaśnić córce kim jest specjalista public relations. Ponadto, mając w pamięci wysokość przelewu z pensją, od trzech dni gapię się jak sroka w gnat na śliczne zamszowe pantofle na mango.com.

I nie mogę kliknąć ADD TO BAG...


 

Tagi: praca
12:33, very_bad_mother , Rodzicielstwo
Link Komentarze (2) »
czwartek, 31 maja 2012

Jednak boli.

Po przemyśleniu, boli i to nawet jak cholera.

I to nie problem dzieci. Wiem, że w ich sprawie zrobiłam co mogłam. Po prostu nie da się tak żyć i dobrze ich wychować.

Nie miałam jednej idealnej wizji swojego macierzyństwa, która waląc sie pogrzebała mnie w swoich gruzach. Ale mialam wizję idealnego związku.

I to jego rozpad naprawdę mnie boli.

NIby wszystko jest ok. Ale nie ma w nas siły na nic więcej poza walką o przetrwanie. O przeżycie do następnego dnia. Nie ma leniwych wieczorów z piwem, orzeszkami i nogami zaplątanymi na kanapie. Nie ma spontanicznych wypadów do knajpy. Nie ma rozmów o życiu i celach. Celem jest wstać i się nie przewrócić. Nie pokłócić się karczemnie o byle paproch.

Nie ma sensu zawracać korporacyjnemu głowy o nieodrobione lekcje Jedynki. O małego niejadka. O dodatkowe 2 metry glazury.

W nim nie ma sił, żeby oprócz pracy zajmować się czymkolwiek jeszcze. We mnie nie ma sił, żeby się o niego zatroszczyć. Jest taki chłodny i daleki...

Taki obcy...

Taki sam a jednak inny...

Myślę, że zamknę bloga.

Zabrakło mi autoironii.

W nadmiarze mam tylko łzy a one są takie banalne...

Tagi: depresja
11:12, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (4) »
środa, 30 maja 2012

Nie stało się nic wielkiego. Nic dramatycznego. Nawet nie bolało.

Pewnego dnia całkiem niedawno obudziłam się i zdałam sobie sprawę, że żyję w fikcji.

W mojej głowie żyły różne projekcje. Np. ja sama. Mój mózg długo nie rejestrował tego co widzi w lustrze. Zatrzymałam w głowie obraz siebie sprzed kilku lat, wysokiej, smukłej, o ładnych rysach lekko wyostrzających się z wiekiem. Ale w końcu spojrzałam i zobaczyłam. Zgarbioną, szarą, z opuchnięta twarzą i rzadkimi, skotłowanymi włosami pełnymi siwych nitek. Płaski tyłek, biust wisi, łydki koloru mielonego mięsa. Połamane paznokcie. Pryszcz na brodzie, wypryski koło nosa. Smierdzę fajkami.

Nic tylko się porzygać.

Projekcja druga. W mojej głowie pozostało przekonanie, że robię wszystko, żeby dobrze wychować córkę. Prawda jest inna. Ledwo znajduję dla niej kilka chwil dziennie. Jeśli już to z moich ust płynie litania napomnień. Zrób, sprawdź, podnieś, spakuj, wynieś, umyj, pisz równo, zabierz to, przynieś tamto. Gdzie jest ta ciepła matka partnerka, którą sobie wyobrażałam?

Nic tylko się porzygać.

Projekcja trzecia. Mam męża. Kochającego, przystojnego, przedsiębiorczego. Możemy o wszystkim pogadać.

Gówno prawda. Mojego męża więcej nie ma niż jest. Rozmawiamy o rachunkach, płytkach, zakupach, śmierdzącym koszu na śmieci. Jesli w ogóle rozmawiamy. Wciąż jeszcze nieźle funkcjonujemy jako firma, której celem jest podnoszenie poziomu życia i hodowanie dzieci. Jako związek przestaliśmy istnieć.

Przestałam widzieć projekcje a dotarło do mnie jak jest naprawdę.

W ten sposób coś się skończyło. Bezpowrotnie.

Nie wiem kim jestem dziś.

Ale ten ktoś jest do dupy. I ma przesrane.

 

Tagi: depresja
14:21, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (8) »
wtorek, 22 maja 2012

Ta piosenka jest symbolem pewnego dawnego przełomu w moim życiu.

 

"Freedom comes when you learn to let go
Creation comes when you learn to say no"

Głupi banał a jednak prawda.

Następnym razem kiedy się usłyszymy to już nie będzie ta sama Zła.

See you.

Tagi: depresja
10:29, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (7) »
środa, 16 maja 2012

Pan Duda jest bez wątpienia be. Ale czy Agnieszka Pomaska jest cacy?

Czytałam sobie o tym wczoraj w autobusie w portalu Na temat. Pod artykułem w nowatorskim systemie dodawania komentów pod nazwiskiem (genialne moim zdaniem, zauważyliście, że u Lisa nikt nie pisze "spie..aj dziadu"? Jakoś z własną twarzą obok to nie wypada, nie?) wypowiedziała się sama zainteresowana. 

Cała sprawa bazuje na jednym wielkim nieporozumieniu. Posłanka nie ma urlopu macierzyńskiego. Poseł to funkcja publiczna, nie etat.

Jednak dyskusja o tym, czy daje dobry czy zły przykład trochę mnie poruszyła.

Pod wspomnianym artykułem w "Na temat" sama Pomaska na pytanie, gdzie zostawiła dziecko odpisała "Moje dziecko ma ojca". To bardzo dobrze, że ojciec angażuje się w opiekę i jest to bardzo pozytywny przykład. Co jednak z ojcami, którzy zapieprzają 12 h /24 w korporacji albo na dwóch etatach? Rano na etacie, w nocy na taksówce, albo po południu remontując dachy? Ci nawet gdyby chcieli nie odciążą matki w opiece nad niemowlęciem.

Czy wiecie, że w korporacjji, która szczyci się swoimi wysokimi standardami polityki HR po cichu dyskryminuje się ojca niemowlęcia? Można mu wytknąć, że gorzej pracuje bo niewyspany, za mało skuteczny, bo rozpraszają go emocje związane z urodzeniem dziecka. A nawet jeszcze nie wziął urlopu, który zgodnie z prawem mu przysługuje.

Czy widzieliście artykuł w Wysokich obcasach, pokazujący sylwetki kobiet poszukujących pracy? Na pierwszej stronie matka małego dziecka. Opowiada, że pracodawcy bez żenady wypytują o życie rodzinne a słysząc "dziecko" szybko kończą rozmowę.

Ja sama odbierałam telefony służbowe na dzień przed porodem. Pracowałam w najwyższym stresie a obok leżało 3-miesięczne dziecko. Karmiłam, odkładałam i zapieprzałam dalej. Można rzec, że sama chciałam. Zgodziłam się, nikt mnie nie zmusił. Mogłabym zamknąć się w domu na cały macierzyński a teoretycznie nawet wziąć wychowawczy. Ale nie miałabym w moim zawodzie do czego wracać.

Czy postawa posłanki Pomaskiej jest postępowa czy nie? Pomaga kobietom czy szkodzi? Czy pracodawcy będą oczekiwać więcej a kobiety będą czuły się zobligowane do wykazania swojej dyspozycyjności?

A może nie tyle obowiązkiem ile PRAWEM kobiety powinno być pozostanie przez pierwsze tygodnie życia dziecka tylko matką?

Kobiety są dyskryminowane na rynku pracy z powodu posiadania dzieci. Pchanie ich do roboty, żeby wykazały swoją przydatność za wszelką cenę niczemu nie służy. A na pewno nie służy dzieciom.

Dziś, mając za sobą różne doświadczenia powiedziałabym tak: Chcesz kariery - zrezygnuj z dzieci. One będa pokrzywdzone, a kariera nie do końca udana.

Ja nie mam pełnej satysfakcji ani w pracy ani w macierzyństwie.

Gdybym zaczynała jeszcze raz nie zdecydowałabym się na dzieci. Chociaż kocham je ponad życie. Właśnie dlatego czasami żałuję, że je urodziłam i nie mam czasu być dla nich taką matką na jaką zasługują.

Nie życzę Agnieszce Pomaskiej takich dylematów.

poniedziałek, 14 maja 2012

Jest biedna. Naprawdę. Przychodzenie do pracy to dla niej stres. Często bierze zwolnienia, bo choruje. Pewnie też ze stresu. Czuje się zaszczuta i zdezorientowana sprzecznymi komunikatami i oczekiwaniami szefa. Nie rozumie czego się od niej chce. Broni się atakując. Płacze. Chlipie. Wyżala się na ramieniu. Składa skargę. Szuka sprawiedliwości. Psuje człowiekowi opinię. Znajduje obrońców. W końcu jest śliczna i ma taką wdzięczną jasną główkę. I jest taka biedna. Przez myśl jej nie przejdzie, że problem może tkwić w niej samej. Bo do pracy się nie przykłada. Bo nie umie i nie musi. W końcu pracuje dla rozrywki.

Minęła mnie dziś rano swoim srebrnym luksusowym autkiem.

W dupie mam jej autko, blond od gejowskiego fryzjera i upudrowany szanelem nosek.

Tylko po co do k..y nędzy uprawia hobbystycznie pracę zawodową szkodząc przy okazji ludziom, którzy z etatu żyją i od tego zależy byt ich rodziny?

11:12, very_bad_mother
Link Komentarze (3) »
środa, 09 maja 2012

Pracuję Ci ja jak mróweczka (głównie nad zlecaniem remontów na oferii) a tu patrzę a na gazeta.pl takie cudo. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11685440,_TP___Najpierw_komunia__potem_spowiedz__Traumatyczne.html

Rany, serio? Ale tak serio serio?

A może przyszłoby Wam do łba pobożni ojcowie, że indoktrynacja od 4 roku życia w przedszkolu to za wcześnie? Że siostrzyczka opowiadająca 5 -latkom o piekle, do którego zostaną zesłane za kradzież cukierka (w tej dziedzinie Jedynka jest recydywistką) to przesada? Że to kaleczy dzieciom psychikę? A temat "męczennicy" w pierwszej klasie? Sw. Sebastian nadziany jak jeż strzałami i jakaś tam inna mizoginka upieczona na ruszcie? A nawet w epatującej krwią telewizji mają specjalne oznaczenia i jednak rzeźnię puszczają trochę poźniej niż o 15.00.

Jako średnio zaangażowani katolicy jesteśmy naprawdę w trudnej sytuacji.

Ja osobiście byłam przeciwna posłaniu naszego dziecka do komunii.

Coraz mniej wierzący korporacyjny (Pan Bóg go zawiódł - ile razy poszedł do kościoła to następnego dnia miał przerypane, pech za pechem, a że na Hioba toon nie wygląda więc się trochę obraził na Wszechmogącego) zdecydował, że komunia będzie, coby nie stygmatyzować dzieciaka.

No i od tygodnia robimy ten cholerny rachunek sumienia. Jedynka jako trudne dziecko, bez przerwy sztorcowane przez złych rodziców doskonale wie jakie przewinienia musi zeznać. Zatem uzywa rozumu. Mieści się w kategorii.

Co nie umniejsza jej stresu.

I mojego też. Przecież ja tez się będę musiała przed tym wydarzeniem wyspowiadać.

Ciekawa jestem co powie duchowa władza na moje grzechy.

O ile zdecyduję się je szczerze wyznać, gdyż raczej skłaniam się ku wykonaniu rzetelnej spowiedzi we własnym sumieniu, które nie tylko gryzie ale szarpie mnie dotkliwie za każdym razem kiedy popełnię wykroczenie przeciwko własnym zasadom. Tym samym pokutę odbywam dzięki samoudręczeniu zanim nawet zdążę pomyśleć, że mogłabym powierzyć swoje grzechy mrokom konfesjonału. Co więcej, sama sobie nie odpuszczam tak łatwo. Żeby tam 10 zdrowasiek i po problemie? O nie. Moje prywatne piekiełko smaży o wiele dłużej.

Może dlatego nie mam potrzeby spowiedzi.

Tym bardziej, że niestety definicje nam się z władzą kościelna trochę rozjeżdżają. Dla mnie leżenie w ogródku zamiast wdychania kadzidła w niedzielę nie bardzo jest grzechem. Za to przylanie córce jest grzechem ciężkim w moim mniemaniu a to z kolei kościół uważa za słuszną metodę wychowawczą.

Chyba wreszcie przyjdzie pora szczerze zmierzyć się z tym dysonansem i podjąć odważną decyzję o zmianie wyznania, apostazji lub większym zaangażowaniu.

Ale to może po komunii Małego.

Żeby dziecka nie stygmatyzować.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin