Kategorie: Wszystkie | Ciąża | Małżeństwo | Rodzicielstwo | kariera
RSS
środa, 14 marca 2012

Nie jest dobrze.

Dlaczego o tym nie napisałam? Zajrzałam do pierwszego wpisu na tym blogu. Wtedy tez nie było dobrze. Założyłam sobie blog, żeby ponarzekać. Wylać. Obsmarować co się da. Dlaczego tego nie robię? Cholera, po to jest ten blog. A ja nie jestem supermenką.

Ugrzęzłam po uszy na własne w zasadzie żądanie.

Jestem słynna jako ta "co dostała nową pracę, będąc w ciąży". Ale uwaga dzieweczki, które pragnęłybyście powtórzyć ten wyczyn. Nic nie jest za darmo.

Chcąc spłacić dług (no bo to w naszym kraju nie jest normalne, w takiej Szwecji laska w ciąży idzie i dostaje robotę, a potem niańczy sobie bejbusia a stołek grzecznie czeka), zatem chcąc spłacić dług wdzięczności, zadeklarowałam, że pracy dopilnuję też w trakcie urlopu.

Nie przewidziałam jednak, że dla osłabionej porodem, zimą, anemią i dodatkowymi obowiązkami kobiety, stres związany z terminami, użeraniem, pretensjami itp. katalogiem atrakcji może być zabójczy.

I teraz noszę ten stres zamiast nowej torebki na wiosnę. W nocy otwieram oczy, żeby nakarmić dziecko, które je i usypia. A ja leżę i walczę z mdlącym poczuciem, że czegoś zapomniałam. Nie zdązymy. Drukarnia się nie wyrobi, grafik się opierdala. Nie zdążymy. Leżę godzinę, dwie. Świta. Karmię znowu. Wstaję opuchnięta i odrętwiała. Jem coś, przewijam, usypiam. Otwieram komputer. Jest coś. Zaakceptować? Nie, a jak sie przyczepią? wysyłam do opiniowania. Kolejne uwagi, wracamy do punktu wyjścia. Nie zdążymy. Stres owija się jak wąż wokół szyi.

Tonę w bagnie. Nie mogę zrobić nic konstruktywnego. Wypełniam umowę. Brakuje numeru dowodu. Trzeba wstać, wyjąć portfel z torebki. Przerasta mnie te kilka kroków. Siedzę i zaczynam płakać. Niewypełniona do końca umowa zawisa mi u pasa kolejnym kamieniem. Tylko czekać aż zbierze się ich tyle, że pociągną mnie na dno.

I jeszcze dzieci. Małe płacze. Przywiązane do mnie niewidzialną nicią przeżywa pewnie mój stres. Starsze cierpi. Wykrzykuje z nienawiścią swoje cierpienie, wali we mnie, a ja staram się milczeć. Ważę każde słowo by nie potęgować agresji. Rozmowa z moim starszym dzieckiem jest jak negocjacje z niestabilnym psychicznie terrorystą trzymającym na muszce zakladników. Jedno nieostrożne słowo i wszyscy zginą.

Dziś próbuję coś zmienić. Szukam punktu odniesienia. Nie może być nim praca. Nie po to żyję. Pójdę na dwór. Ogród pachnie mokrą ziemią. Brakuje mi kawy...

Niech ktoś rzuci mi linę, żeby mogła wydostać się z tego tłustego błota codzienności.

10:36, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 12 marca 2012

Bardzo Zła odpadła z konkurencji blogowania na akord.

Zwyczajnie nie daję rady.

Przez miesiąc wydarzyło się tyle co przez pół roku.

Np. wypadła mi połowa włosów.

Spadła mi cała waga ciążowa i jeszcze trochę tej sprzed (co oznacza wygląd wieszaka obciągniętego nieco luźną skórą).

Było jakiś czas tak uroczo, że nie warto było pisać a potem zrobila się taka masakra, że nie chciało mi się otwierac oczu a co dopiero pisać.

Jako matka na urlopie macierzyńskim zapitalalam do roboty wlokąc ze sobą wózek z zawartością. Zawartość, która spędziła 3 miesiące życia w miłej ciszy i zimowym półmroku nie była zadowolona.

Jako żona korporacyjnego męża, który z narzędzi najbardziej lubi otwieracz do piwa, rozpoczęłam remont zrujnowanej chałupy, mającej stac się do jesieni wymarzonym miejscem na ziemi.

Nie wiem czy w tej chałupie zamieszkam w stadzie, czy sama z przychówkiem.

Aaa, przychówek starszy regularnie grozi wyprowadzką. Młodszy na razie nie grozi, ale to chyba wyłącznie przez brak umiejetności werbalizowania pragnień.

Grzęznę.

Znikąd pomocy.

11:58, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (3) »
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin