Kategorie: Wszystkie | Ciąża | Małżeństwo | Rodzicielstwo | kariera
RSS
poniedziałek, 26 września 2011

Nie podejmuję się polemizować z Gofer.

Z mojego punktu widzenia powinno być tak jak napisała de_factory - grzeczność nic nie kosztuje a kobieta w ciąży może potrzebować odmiennego traktowania lub nie, ale wybór się należy.

Na przykład:

Udaję się rano do piekarni (bo chcę, bo muszę, bo okoliczności tak się złożyły, nie mam dziecka na ręku). Piekarnia ta jest popularną destynacją w sobotę rano w mojej wsi.

Są dwie osoby przede mną, za mną też kilka się uzbierało, bo pani przy ladzie kupuje akurat po mikrokawałku różnych wypieków. Skończyła. Przede mną mężczyzna, zauważa brzuch, proponuje pierwszeństwo.

Alternatywny rozwój zdarzeń będzie zależał od:

A. Jest słoneczny sobotni poranek, wyszłam bo potrzebowałam przewietrzyć płuca.

B. Otrzymałam własnie potężny cios w pęcherz, który wycisnąłby ostatnią kroplę nawet z odwodnionego wielbłąda po 2 tygodniach na pustyni. Czekanie na decyzję w sprawie mikrokawałków też zrobiło swoje.

Jeśli wybierasz A. Zła mówi grzecznie "Bardzo panu dziekuję ale mogę poczekać"

Jeśli wybierasz B. Zła mówi grzecznie "Serdecznie panu dziękuję" - w tempie karabinu maszynowego wyrzuca zamówienie przy ladzie "orkiszowyi4minikajzerkiplusdwieżytnie", płaci gotówką i po 30 sekundach opuszcza piekarnię na odchodnym mówiąc wszystkim "Dziękuję", po czym udaje się z prędkością światła w kierunku domu i toalety.

Tak robię zawsze. Jeśli potrzebuję a ktoś oferuje mi przywilej pierwszeństwa, siedzenia itp. - korzystam. Jeśli przemieszczam się jeden przystanek z biura do pętli - nie wyrzucam nikogo z siedzenia.

A co do pracy - podjęłam się zadania, które chcę wykonać i nie zawieść zaufania osób, które mnie zatrudniły. I wysokośc pensji nie ma tu znaczenia, chociaż dobrze jest wiedzieć, że w razie utraty pracy przez KM wystarczy nam na rachunki i placki ziemniaczane - nie popadniemy w długi. W przypadku kobiet zajmujących się wyłącznie domem zawsze zastanawiam się jaki wpływ na związek ma obciążenie psychiczne mężczyzny - jedynego żywiciela rodziny. Chociaż na pewno sytuacje bywają różne.

Tagi: ciąża
10:16, very_bad_mother
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 września 2011

O kurczę, a ja sobie tu spokojnie choruję na anginę i schizuję na punkcie leków w ciązy a tu pod poprzednim postem dyskusja takiego kalibru.

To ja sie wypowiem jako kobieta pracująca (mimo anginy) w ósmym miesiącu ciąży.

Nie jestem typowym przypadkiem, bo brzuch w niektórych ciuchach słabo mi widać i często padam ofiarą nieustąpienia miejsca, bo ludzie się podejrzliwie przyglądają tylko "ciąża to? azliż tylko efekty bigosu?"

Na poranki w Filharmonii  zawsze chciałam moje dziecko zabrać, ale jakoś przez dobrych kilka lat się nie złozyło, bo te osławione abonamenty są nie do zdobycia. Nie kupisz ich gofer przez internet (chociaż tą drogą nabywam już niemal wszystko z kategorii produktów i usług). Wystawanie ich w kolejce nie leży w moich mozliwościach. Kiedyś wysłałabym moją przedsiębiorczą babcię, ale jej stan zdrowia też podupadł na tyle, że nie mam serca. Małżonek mój nieobecny jest permanentnie, cieszę się, gdy moge liczyć z jego strony na kanapkę i i herbatę o wystawaniu abonamentów wszelakich nawet nie wspominam.

Ja zatem kwestię biletów na wydarzenia kulturalnej wyższej rangi (a jakoś zawsze generują one komplikacje przy nabywaniu) zarzuciłam i poprzestałam na kinie w pobliskim centrum handlowym. Są jednak matki, które mają ambicje. Które chcą ukulturalniać dzieci, mimo ciąży, bolących nóg i dwulatków na ręku. Ja je rozumiem. Nie sądzę, żeby ich liczba zagrażała w znaczący sposób zwykłej populacji zmuszonej ogonkować.

Uważam, że ustąpienie miejsca siedzącego lub kolejki kobiecie w ciąży powinno byc ludzkim odruchem. Bo akurat jest tej kobiecie trudniej. Stać, oddychać, chodzić. Czy ma przez 9 miesięcy siedzieć w domu i nie zawracać dupy pracodawcy, społeczeństwu, pasażerom komunikacji, sklepowym itp. I zamawiać serek i bułkę w delikatesach internetowych? zniknąć i nie drażnić społeczeństwa?

A te panie, które na pytanie "Czy mogłabym usiąść?" syczą w autobusie "Ja też dwoje dzieci urodziłam"? To znaczy, że każda z nas musi wyhodować w ciąży żylaki, żeby było sprawiedliwie? a do tego rozstępy? I wór na brzuchu rodem z akcji Wysokich Obcasów "Tu mieszkało dziecko"?

Ciąża to nie choroba. Słyszałam to zdanie wielokrotnie. Od nowej szefowej, od lekarza, od położnej, od pań w komunikacji miejskiej.

Tak, to nie choroba. To odmienny stan, w którym trzeba funkcjonować prawie rok. Wiecie ile to jest życia? Ile obejrzanych twarzy, myśli przepuszczonych przez głowę, wykonanych zadań, snów, uśmiechów, filmów, zdarzeń, wyjazdów? Wiecie? Pomyślcie co robiliście przez ostatnie 9 miesięcy. a teraz dodajcie do tego plecak pełen cukru z przodu. I teraz wyobraźcie sobie, że mimo tego plecaka człowiek chce żyć, kochać, marzyć, bawić się, pracować. Ujmijcie odrobinę z ciężaru ciężarnej. Dajcie usiąść, szybciej opuścić sklep, pocztę czy filharmonię.

Żeby życie z brzuchem nie było życiem gorszej jakości.

Tagi: ciąża
13:48, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 12 września 2011

Na litość boską! Widzieliście?

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,10254851,Awantura_w_kolejce_do_Filharmonii__w_ciazy_tez_stoja.html

Dlaczego siermiężny PRL wiedział, że w ciąży puchną nogi a nowoczesna POlska nie wie?

Ale TY kobieto rodź, chodź w ciąży, stój w kolejce, stój w tramwaju, wychowuj, gotuj, pracuj i czyń cuda z organizacją czasu.

Magia istnieje.

Każda kobieta ma ją w sobie.

Inaczej nie byłoby ludzkości i ciepłych obiadów.

10:49, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (11) »
piątek, 09 września 2011

Im bliżej zrzutu tym Zła bardziej podenerwowana, skłonna do łez, wybuchów, wyrzutów i rytualnych morderstw.

Dziecię nr 1 nie ułatwia życia, bo jesień, bo szkoła, bo ubrać się trzeba, a jakie buty, dlaczego nie wełniany beret.

Więc Zła wybucha - grozi, popada w rozpacz, rzuca sprawiedliwe i niesprawiedliwe oskarżenia pod adresem Korporacyjnego. Ten, wycwaniony syn korporacji, odpiera zarzuty, z wprawą amerykańskiego adwokata domaga się twardych dowodów swoich przewinień. Zła z wyczuciem dramatycznym godnym Krystyny Jandy opuszcza samochód rzucając na pożegnanie "Bo Ty mnie nie doceniasz" - i kontrapunktuje trzaśnięciem drzwiczek.

Dla świętego spokoju Korporacyjny śle SMS-y w ciągu dnia. Po powrocie do domu poklepuje czule wybrzuszenia będące pupą, nogą bądź inną kończyną jego nowego potomka. Zakasuje rękawy i rzuca się w wir prac domowych. Odsyła Złą do łóżka. Klepie kotlety. Smaży. Wietrzy. Zmywa.

Zła z nogami na stosie poduszek rozkoszuje się lekturami. Dziecko nr 1 znika przed TV. Relaks. W końcu.

Uchetany KM pada na łóżko obok Złej kompletnie zdezorientowanej nagłym lenistwem, pozycją horyzontalną i ciepełkiem kołderki.

"To ja skoczę na basen, co?" - mruczy Korporacyjny.

"Skacz" - odruchowo odpowiada Zła - "tylko namów młodą, żeby się umyła o 8.00". Z salonu dobiegają dogłosy burzliwych negocjacji, Korporacyjny w końcu nastawia budzik i nakazuje odwrót sprzed TV wraz z dzwonkiem. 30 sekund później słychać trzask zamykanych drzwi.

W 20 minut po wyjściu KM rozpętuje się pandemonium. Budzik się zepsuł i nie zadzwonił. Młoda symuluje nagłą nieznajomość cyfr i zegara. W dodatku ma cały czarny język i pluje. Nie przyznaje się do zeżarcia żadnego świństwa. Wymaga natychmiastowej pomocy, umycia, uspokojenia i towarzystwa.

W trakcie latania za młodą Zła odkrywa, że samochodów Korporacyjnego tkwi pod domem. To oznacza, że wybył z sąsiadem. Wróci trzaśnięty i na pewno nie po godzinie.

Załamana Zła kładzie młodą do własnego łóźka i usypia o 9.30. Kiedy wraca Korporacyjny tego nie wie nikt.

15:11, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (3) »
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin