Kategorie: Wszystkie | Ciąża | Małżeństwo | Rodzicielstwo | kariera
RSS
sobota, 19 listopada 2011

W nocy miałam regularne skurcze. Kąpałam się, nie przeszły, przysnęłam nawet mimo chrapania KM i o 8.00 obudził mnie kolejny skurcz. Gniłam sobie w łóżku i całkiem się cieszyłam. A potem moja rodzinka wstała. Tatunio z córunią pokłócili się nad płatkami (nie te co trzeba). Córunia odmówiła wyjścia na zajęcia. Wyjścia do babci. Małe śniadanie dwóch osób wygenerowała górę brudnych garów. Kot rozdarł ryja.

I wszystko z powrotem zawiązało się na supeł.

I znowu chce mi się ryczeć.

11:13, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (6) »
czwartek, 17 listopada 2011

U mnie zawsze wszystko do góry nogami.

Właśnie zaliczam depresję przedporodową. Ryczę. Czarnowidzę. Źle mi.

Podsumowałam sobie dolegliwości, które ominęły mnie w ciąży. Zapomniałam o jednym. O syndromie korporacyjnej żony.

Całą ciążę byłam sama. Sama kiedy zmieniłam pracę w 5 miesiącu. Sama ze starszym dzieckiem. sama kiedy zbierałam wiadomości i dokonywałam wyborów. Sama u lekarza. Sama kiedy nagle we wrześniu wybuchł sezon na wirusy i zachorowali wszyscy - Zła, Młoda, Babcia, Dziadek, Bratowa, jej dzieci i ich niania.

Korporacyjny obejrzał badania usg. 3 na 10. Odwiedził szkołę rodzenia 2 razy i raz spotkał się z położną (nie przestawał wpatrywac sie w telefon, aż miałam ochotę go strzelić w ucho). W kwestii wspólnego porodu łaskawie oznajmił, że nie wie czy da radę, ale się postara.

Kiedy chodziłam do pracy status "sama" nie doskwierał mi tak bardzo. Odkąd jestem na zwolnieniu rozgoryczenie zaczyna brać górę.

Służbowe wyjścia doskwierają mi dwa razy bardziej. Delegacja zza granicy wkurza mnie dwa razy bardziej. Próby pobłażliwego zbycia moich wątpliwości boli mnie dwa razy bardziej. Kopanie dziecka wkurza mnie dwa razy mocniej. Może powinnam się też przyznać, że kopanie płodu i skąpe uściski Młodej to najczęstszy dotyk, jakiego doświadczam?

Chciałam zajść w ciążę. Ale w nią nie wrobiłam mojego męża. Na fali wznoszącej zapomniałam jak potrafi wyglądać nasze życie. A teraz wizja obciążenia kolejnym dzieckiem wpędza mnie w czarną dziurę. Buty dwa razy, dentysta podwójnie, szkoła - przedszkole, zebrania, lekarze, szczepienia. Bez świadomości, że w razie potrzeby ktoś będzie obok. Bo może będzie a może nie.

Nawet mojej Fatalnej Matce i Wiecznie Nieobecnemu ojcu zrobiło się mnie żal. Nie ustają w zapewnieniach, że mogę na nich liczyć. Lubicie jak ktoś się nad wami lituje? Ja nienawidzę.

Na dodatek ponad wszystko chciałabym mieć już poród za sobą. Z nim czy bez niego. Najwyżej pozwolę się pociąć. Chyba mi już wszystko jedno. W końcu i tak jestem Bardzo Złą Matką.

21:10, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (8) »

Ela pyta - Zła odpowiada.

Dlaczego chcę wywołać poród naturalnie?

Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że wywoływanie oksytocyną lub przebiciem pęcherza płodowego w wielu przypadkach kończy sie to komplikacjami a nawet cc. Przebijanie zachwalała Fatalna. Ale jednak nie powiązała tego z krwotokiem i łyżeczkowaniem, które nastąpiło dzień po porodzie i podarowało jej ostrą anemię.

Miałaś Elu fuksa, że wyszło szybko i skutecznie.

O możliwych skutkach wczesnego podania oksy i wykonania amniotomii - Fundacja Rodzić po Ludzku

 

Tagi: poród
20:28, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (2) »
środa, 16 listopada 2011

No to doigrał się mój syn.

Termin liczony według bliżej nikomu nieznanych algorytmów aparatu usg przesunał się na koniec listopada.

Dziecko już teraz waży 3,5 kg. Zła nie zmieniła wagi od trzech miesięcy. Wniosek - jego jest coraz więcej a mnie coraz mniej.

Niniejszym wymawiam obywatelowi lokal. Dziękujemy za wspólne 9 miesięcy i za wybranie linii lotniczych Bardzo Zła Matka.

Kobiety w sieci polecają sobie różne wiedźmie sposoby na wywołanie porodu. No to hokus pokus:

- herbata z liści malin - dooopa - piję od trzech tygodni w końskiej dawce. Wg mojej położnej pomaga jedynie na zmiękczenie szyjki macicy.

- olej z wiesiołka - łykam od czterech tygodni. Jak wyżej.

- sprzątanie - not working.

- wieszanie firanek i mycie okien - dzisiaj była pierwsza próba - zmiana w dwóch pokojach, jak nie wystarczy został jeszcze salon. Na mycie okien trochę zimno ale może się ogacę i spróbuję?

- masaż brzucha pod prysznicem - noż kurna prysznic mi nawalił - ale może skoczę do Fatalnej?

- masaż cycków - przereklamowane - ponoć wytowrzenie wystarczającej ilości naturalnej oksytocyny wymagałoby trzech godzin nieprzerwanej stymulacji.

- skakanie na piłce - mam! mam! pożyczyłam sprzęt rehabilitacyjny Wiecznie Nieobecnego :-)

- ćwiczenie mięśni Kegla - tak twierdzi moja instruktorka fitnesu.

- wizyta teściowej - .......... albo teściowa się uspokoiła, albo była za krótko, albo ja się uodporniłam. Była w weekend i nie zadziałało. Ale właściwie... podobny poziom wkurwogenności ma Szalona Babcia. Może czas wezwać ją na pomoc? Przestawi mi gary w kuchni, ugotuje zupę z dyni, trafi mnie szlag, od zupy zacznę rzygać - poród murowany.

- rycyna - tego nie spróbuję - podobno wywołuje silne skurcze ale jest toksyczna dla dziecka

- olejek z szałwi - ponoć mocna rzecz, ale gdzie to kupić?

- chodzenie po schodach - nie wydaje mi się zbyt skuteczne dla kogoś, kto przemierza swoja wieś na piechotę, gania na gimnastykę, ćwiczy w domu - ponadto jedna z koleżanek w pracy skutecznie obrzydzila mi tą metodę - podobno latała po szpitalnych schodach cały dzień juz w trakcie porodu i nawet jej się nie powiększyło rozwarcie. 

- seks - bardzo skuteczne ale wymaga drugiej strony. Niestety korporację odwiedza delegacja z zagranicy.

- jeżdżenie samochodem po wertepach - oddajcie mi samochód!!! (no cóż, używanego przeze mnie rzęcha oddaliśmy teściowej, a tak pięknie podskakiwał na naszych niewyasfaltowanych uliczkach)

Jak znacie - podrzućcie coś jeszcze. Za porady w stylu "Po co przyspieszać, jak będzie czas, to sam wyjdzie" - dziękujemy. W sobotę moja lekarka ma dyżur - celujemy w sobotę.

czwartek, 10 listopada 2011

Już ponad dwa tygodnie na zwolnieniu. W pracy zaczyna kuleć, widzę, że zostawiony na gospodarstwie narybek "nie dowozi". Zastanawiam się jakie to może mieć konsekwencje dla mnie. Żeby nie myśleć o robocie i o porodzie rozrabiam po domu jak młody diabeł tasmański.

Zaczeło się od skręcania przewijaka. Potem nastapiło sprzątanie ale jak Zła sprząta to z przytupem - do śmieci lecą tony "śmieci" (niektóre po upłynięciu odpowiedniego czasu okazują się potrzebne, ale to se ne vrati - zostało wspomnienie), ciuchy są oddawane pod wpływem implusu (tak jak zostały zakupione) a pająki spieprzają w ostatnią dziurę za kredensem (nie na długo kochane, wkrótce Zła odsunie także kredens). Posprzatane są buty w szafach, szaliki w pudełkach, przybory plastyczne, książki na półce, serwetki i obrusy.

Umyte są okna, wyprane poduszki, przesadzone kwiatki, dziecięce rzeczy czekają w wygospodarowanych szufladach. KM z pistoletem przy skroni przemeblował sypialnię i skręcił łożeczko.

Roztocza ogłosiły stan wyjątkowy i budują Arkę Noego, gdyż w ciągu pięciu lat egzystencji na meblach Złej nie przyżyły tylu ataków ścierką od kurzu co w ostatnim tygodniu.

Po kilku podróżach do sklepów (przy wybieraniu pościeli wymiękła Fatalna Matka słynna z rekordów czasu spędzonego wśród wieszaków i półek) Zła nabyła wyprawkę. Lwią jej część stanowiły koszule i szlafroczki, tudzież rozpinane przytulne swetry, w których Zła ma zamiar spędzać rozkoszne chwile z potomkiem na świeżo wypranym fotelu a także wygodne buty na spacery z wózkiem. Dziecko też się na parę rzeczy załapało.

No dobra w planowaniu wyprawek niemowlęcych Zła nie jest zbyt dobra. Ale kocyki ma. Z pięć nie licząc tego żółtego, który wyszarpała miśkowi Jedynki spod tyłka.

A po tym wszystkim Zła posprzatała jeszcze raz przed najazdem agentów nieruchomości, których zatrudniła do znalezienia nabywcy godnego jej ulubionego mieszkania.

A teraz siedzi i myśli co by tu jeszcze posprzatać.

Czy wszystkim tak odwala przed porodem?

(no dobra, w ostateczności pójdę wstawić pranie)

15:56, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (7) »
środa, 09 listopada 2011

Było o pływaniu http://verybadmother.blox.pl/2011/08/Ciaza-fakty-i-mity.html

A teraz - jako, że do lądowania obcego zostały raptem 2 tygodnie - czas na małe podsumowanie.

W ciąży sie tyje i zmienia na twarzy.

False. Zła w ciąży przypomina pająka. Okrągły odwłok i cienkie odnóża. Twarz nie zdradza stanu. Po lekkich perturbacjach w 1-szym trymestrze wszystko wróciło do stanu average. Zła w ciąży miała sesję zdjęciową (brzuch był przemyślnie skryty za teczką), fotki upubliczniono i kto nie wiedział o rychłym potomku to i nadal nie wie.

W ciąży puchną nogi.

False. Raz w środku lata przyleciałam na wizytę do gina prosto z biura, wlazlam na wagę zrzucając po drodze pantofle (obcas 9 cm) i wtedy lekarka przyznala, że to się faktycznie rzadko zdarza, ale się zdarza. Że nie puchną.

W ciąży ma się zachcianki.

False. MOją zachcianką był brak zachcianek. W ciąży z jedynka jeździliśmy do centrum handlowego na pewne konkretne lody. Tym razem nie było ani apetytu, ani szczególnych zapotrzebowań, ani żadnych specjalnych wstrętów.

W ciąży boli kręgosłup - szczególnie pod koniec.

False. Kręgosłup dał mi święty spokój. Za to przez cały trzeci trymestr nawala mnie miednica i biodra.

Edit - z inspiracji Gofer73 - W ciąży sie rzyga.

False. Nie rzygałam ani razu.

Może za dobrze jest? Kurczę, zaczynam się bać.

PS. To nie jest wyliczanka na moją cześć. Liczę, że jesli trafi tu dziewczyna na początku ciąży, albo dopiero planująca to zobaczy, że nie musi być tak źle jak głosi urban legend z poczekalni u gineksa. Ciąża wkurzająca jest, ale wiele jej złych stron generuje otoczenie - przesądami, dorbymi radami, dziwnym traktowaniem - jak zgniłe jajo albo jak powietrze. Warto probować pozostać sobą. Nie mamusią in spe. Nie inkubatorem. Nie upchniętym w domu wielorybem.

15:14, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 listopada 2011

Korporacyjny jest specem od wizerunku. Byłby głupi, gdyby nie umiał sam się odpowiednio wypromować. Z jakiegoś bliżej nieznanego powodu postanowił się objawić światu jako mąż totalnie zapantoflowany i zakochany i konsekwentnie buduje ten obraz, psując mi krew i wywołując dziwne reakcje u otoczenie (płci obojga).

Na przykład ten tekst słyszałam już z kilkanaście razy od różnych osób, ale kiedy strzeliła nim wczoraj Cioteczka Jilly, nasza swatka, osoba dopuszczona do sporej konfidencji i przynajmniej teoretycznie uświadomiona w meandrach naszego związku - wymiękłam.

- Jaki ten twój mąż kochany - nie da się go sklonować?

Da się kochanieńkie, da. Dla Was wszystko. Już szykuję probówki. Ale w nowych egzemplarzach będziecie mieć defaultowo ustawienia fabryczne bez możliwości wgrania innego oprogramowania, ok? A za pół roku porównamy wrażenia.

A instrukcję machnę tu od ręki.

Jeśli KM położy dziecko spać będzie o tym fakcie informował przez najbliższe pół roku dopóki nie wryje wszystkim w świadomość, że jest idealnym ojcem. Nie liczcie jednak na powtórkę. Teoretyczny podział tygodnia na dni mamusi i tatusia zawsze kończy się a) wyjazdem służbowym, b) znalezieniem dowolnego powodu by dziecko poszlo spać samo lub z mamusią (bo musi być samodzielne, bo ma karę, bo mamusia nie zdźerżyła jojczenia a tatuś skamieniał za gazetą). KM wykona identyczną operację w sytuacjach: umycia wanny, poodkurzania, odwiezienia dziecka do dentysty, lekarza, skręcenia łóżeczka, wbicia gwoździa itp.

Zabrane raz do roku na imprezę w środowisku X odkryjecie ze zdumieniem, że różne farbowane blond lale z wielkim cycem wiedzą o Was niemal wszystko. Po bliższym zbadaniu okazuje się jednak, że jest to wersja upgradowana. Żyłyście w przekonaniu, że znacie nieźle angielski? O nie, od dziś pogódźcie się z faktem, że Wasz angielski jest perfekt, ponadto dogadujecie się po hiszpańsku i francusku, no i po portugalsku, bo to przecież prawie to samo. Macie też obcykaną łacinę. A i rosyjski. Gotujecie jak Nigella Lawson ale jedną ręką i jednym okiem, bo w drugiej macie Kodeks Cywilny, na który zerkacie dla relaksu. W domu zawwsze macie porządek a przylizane dzieci siedzą rządkiem na kanapie. Pracujecie w zasadzie dla funu, bo wychowywanie dzieci oferuje za mało wyzwań. Mężem kierujecie jak Charlotte Casiraghi rasowym koniem a on poddaje się potulnie, bo zawsze macie rację. Jednocześnie Czarujący Książę nadskakuje Wam w towarzystwie, donosi napoje, podsuwa krzesełka i okrywa marynarką. Demonstruje uwielbienie i oddanie. W rezultacie po paru godzinach imprezy żeńska część zaproszonych solidarnie planuje Was zamordować.

Po powrocie do domu, ululane jak Kopciuszek po balu, nie oczekujcie dalszych oznak głębokiego oddania malżonka, bo ze zdumieniem odkryjecie, że padł na kanapę, zawłaszczył pilota bez pytania i nie odwracając wzroku od ekranu pyta, co będzie na obiad.

KM jest z zasady nieobecny, szczególnie wtedy, gdy jego obecność jest najbardziej potrzebna (zabiegi, hospitalizacje, remonty, epidemie grypy, ciąże i porody). Również z tego faktu potrafi uczynić swój atut, informując opinię publiczną jak bardzo mu było z tego powodu żal. 

Jeśli KM zrezygnuje z wyjazdu z powodu absolutnie wyższej konieczności nie powie po prostu znajomym, że nie jedzie bo nie. Będzie opowiadał jak bardzo żałuje i jakby chciał, ale... żona mu nie pozwala, żona go zabije, nie może zawieść żony. Po kilku dniach tłumaczeń męska część towarzystwa zbiorowo planuje Was zamordować.

Podsumowując. Naprawdę nie wiem, czemu mój mąż postanowił prezentować się otoczeniu jako pantoflarz udający szczęśliwego żonkosia. Boję się, że trafi się w końcu taka jedna, która postanowi go uwolnić i uszczęśliwić naprawdę.

To co, ktoś chętny na tego klona?

piątek, 04 listopada 2011

Mam potąd. Dosyć. Już nie. Już nie chcę. Niech boli, niech rozrywa ale niech się już skończy.

Zaciskam zęby. Wytrzymać jeszcze tydzień. No z 10 dni. I słowo daję pójdę na tą bieżnię do klubu, na piłkę, rower i orbitreka. Złacham się i go wytrzęsę. Bo już nie mogę. 

Chcę na wyprzedaż. Ale normalną a nie dla ciężarówek.

Chcę siebie z powrotem.

09:25, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (6) »
czwartek, 03 listopada 2011

No powiedzcie kto jest największym świrem na świecie?

Prezes K.? Jaś Palikotek? Zombie Boy? Woody Allen?

Nie.

Najwięszymi świrami świata są amerykańskie matki.

Jeśli się nie zgadzacie to zapraszam do oglądania Toddlers and Tiaras na TLC.

Te to dopiero są złe. Malują i rozbierają 5-letnie dziewczynki, każą im kręcić biodrami przed obcymi ludźmi, trzepotać rzęsami i wypinać tyłeczki obciągnięte kolorową lycrą.

Kiedy robią to faceci to się nazywa pedofilia i jest karalne.

Kiedy robią to matki własnym dzieciom to sie nazywa alternatywnie: "ambicja", "rywalizacja", "dobra zabawa".

Dlaczego to nie jest zabronione?

http://www.youtube.com/watch?v=XxHHBUgDGq4

Tagi: dzieci matka
22:09, very_bad_mother , Rodzicielstwo
Link Komentarze (6) »
środa, 02 listopada 2011

Nie jestem przywiązana do Święta Zmarłych. Trochę mnie nawet zniesmacza gremialne zamiatanie i mopowanie granitowych pomników. Może dlatego, że mieszkam w dużym mieście i bliskich mam pochowanych na wielkim przedwojennym cmentarzu, gdzie ani intymnie się pomodlić ani powspominać, ani nawet złapać spleena się nie da.

Od lat chyba trzech wcale nie byłam na cmentarzu. Wtedy to ostatni raz zorganizowany został spęd rodzinny z okazji 1 listopada. Wysoki zasiedlał w tym czasie apartamenty w pobliskim bloku. Było zatem wygodnie porzucić u niego auta, w jego ekstrawaganckich progach dokonać rodzinnego rytualnego picia herbatki i pacyfikując dzieciarnię różnego sortu plastikiem wyruszyć spacerem na cmentarz. Niestety pogoda była złotopolskojesienna. 100 metrów od bramy utknęliśmy w tłumie grożącym śmiercią przez uduszenie i mimo determinacji Szalonej babci by brnąć dalej odtrąbilismy powrót. Zgrzani i pomięci zdołaliśmy ujść z życiem, szczęśliwie wynosząc dzieci nad głowami i połamane kwiatki pod pachą.

Od tamtej pory nie byłam na cementarzu. Nie cierpieliśmy zbytnio. KM nie lubi nekropolii, a ja nie lubię tłumów. Fatalna matka z Szaloną Babcią zawsze coś tam pomruczały ale czas mijał i się zapominało.

W tym roku jednak otrzymalismy bodziec z zupełnie niespodziewanej strony. Z pierwszego listopada zrobil się długi weekend. Koleżanki Jedynki rozjechały się po rodzinnym kraju odwiedzać groby w różnych Wólkach i młoda zapytała nas z pretensją: "A my? Dlaczego my nie idziemy na groby?"

Uważnie oszacowalismy ryzyko i uznaliśmy, że przy czterech dniach może się ruch rozłoży. Wybraliśmy strategicznie poniedziałek z rana jako najmniej atrakcyjny dla populacji i ruszyliśmy.

Akcja "grobbing" zakończyła się pełnym sukcesem. Jedynka poszerzyła wiedzę na temat genealogii rodzinnej, korporacyjny nabawił się bólu tyłka (tak to bywa jak ktoś pieszo udaje się najdalej na kanapę sąsiada), ja dolazłam tam i z powrotem i przeżyłam. Niesamowicie zadowoleni z siebie zalegliśmy na kanapie.

Bomba pękła dnia następnego. Czyli 1 listopada. Fatalna i Wiecznie nieobecny przemknęli nam jak meteory obok nosa informując zdawkowo, że nie spotkamy się niestety, bo oni jadą z Wysokim i Szaloną Babcią na cmentarz. Pogratulowaliśmy sobie w duchu zapobiegliwości.

Po powrocie ze spaceru ogłuszyły nas trochę F16. Startowały z pobliskiej bazy, widzieliśmy niemal orzełki na ogonach. Włączyliśmy FB w komórkach, żeby sprawdzić czy nie wojna. Nie. Samolot i to szczęśliwie wylądowany. Pozachwycaliśmy się umiejętnościami pilota, pokomentowaliśmy wydarzenie na fejsie.

I zupełnie przypadkiem, usiłując umówić się z różnymi spokrewnionymi jednostkami na odbiór inhalatora dla Jedynki dowiedzieliśmy się, że:

Szalona Babcia uczyniła reszcie rodziny jesień średniowiecza. Obrobiła nam dupę (bo nie przyszliśmy na rodzinne spotkanie przy grobach 1 listopada. Fakt, że byliśmy dzień wcześniej nie został nam policzony). Obrobiła tyłek mojej Fatalnej matce (bo złe były kwiatki, złe światełka a tak wogóle to Fatalna powinna tkwić na grobie ojca swego przez całe 4 dni). Wysoki z potomstwem w wózku zapakował się dopiero do trzeciego z kolei tramwaju (tłok). Jak go znam to głośno i dobitnie uświadomił wszystkim stopień swojego poświęcenia. Wiecznie nieobecny nadwyrężył kostkę od chodzenia (Wiecznie nieobecny swoim volvo jeździ nawet na kanapę u sąsiada). A na koniec Szalona babcia zrobila wszystkim wykład dotyczący samolotu.

Gdyż:

Jak teraz spadl samolot to od straży i karetek było gęsto, wszystkich ratowali, na rękach wynosili, bohatera pilota wychwalają pod niebiosa. Myśliwce nawet ze smyczy spuścili.

A jak biedny prezydent K. spadł na Smoleńsk to nikt go nie ratował nieboraka. Pilota mu dali ch...ego. Czemu taki kpt. Wrona z nim nie leciał? Czemu tyle karetek nie jechało na miejsce wypadku? Czemu F16 nie wystartowały, żeby go eskortować? A tak wogóle to was przecież nie obchodzi, że zginął wielki człowiek, bo dzieki temu ten Wasz rudy Donald, Żyd na niemieckim żołdzie, dalej rządzi.

(UWAGA - próby racjonalnych odpowiedzi na powyższe pytania, np. bo się K. wepchał na terytorium obcego państwa gdzie F16 nie wlecą, karetki były tylko ratować nie bylo co - mijają się z celem)

I tym sposobem Szalona Babcia połączyła niewinną rodzinną rozrywkę, zwaną nowocześnie "grobbingiem" z tradycyjną polską rozrywką polegającą na truciu sobie wzajemnie krwi. I jak tydzień temu nie mogłam się od niej opędzić - była gotowa wszystko prasować, gotować i pomagać, gdyż rozmnożyłam sie w końcu ku chwale ojczyzny - tak teraz odmówiła odebrania głupiego inhalatora z sąsiedniej ulicy.

Jak napisała ostatnio agnes_on_line - z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

09:15, very_bad_mother
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin