Kategorie: Wszystkie | Ciąża | Małżeństwo | Rodzicielstwo | kariera
RSS
poniedziałek, 10 października 2011

Napisała pewna spełniona matka:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,10429006.html

Ja bym tak nie mogła. Ze względu na okoliczności, konieczności i własne chęci nie poszłam na wychowawczy. Widziałam w życiu zbyt wiele sytuacji, w których świetnie prosperujące kariery, własne biznesy, ba fortuny nawet - trafiał szlag. I wygodnie usadowiona w domu żona, z pięknie zrobionymi paznokciami musiała wrócić (po dużej przerwie) do słabo płatnej pracy, gdzie zaczynała drogę zawodową niemal od zera.

Nie wiem czy warto. Praca w połączeniu z wychowywaniem dzieci jest zawsze droga najeżoną wyborami. Odkurzyć, czy wspólnie potańczyć? Umyć wannę, czy odpuścić i mieć więcej czasu na czytanie? Z czasem wykształca się multitasking. Robię obiad i pilnuję lekcji, zabieram na rolki, po drodze robię zakupy. Piekę i gotuję wspólnie z córką. Razem z nią segreguję pranie i sprzątam a potem razem z nią zalegam na kanapie.

Nie jest rożowo. Chyba jednak wolę to  niz nie pracować i czuć na sobie brzemię stresu noszonego przez męża, jedynego żywiciela, który nie zrozumie harówy w domu, bo jej nie zaznał. Nie może jej zaznać, bo nie odpuści obowiązków zawodowych od których zależy egzystencja rodziny.

A tak, stajemy wspólnie przed zlewem pełnym brudnych garów i zgodnie decydujemy - zmywarka. Ładujemy i zapominamy.

That way is better.

09:50, very_bad_mother
Link Komentarze (9) »
środa, 05 października 2011

Po 5 latach oczekiwania na podłączenie linii telefonicznej (bliskie przedmieścia stolicy dużego europejskiego państwa).

Po licznych rozmowach z infolinią dużego koncernu z francuskim kapitałem.

Po groźbach karalnych i mniej karalnych wobec konsultantów (UOKiK dzieci to taki potwór z grzywną w kieszeni).

Po podszytym zgrzytaniem zębami oczekiwaniu.

Jest wreszcie jest!

Mam internet.

Beware - teraz będę się wyżywać grafomańsko.

PS. 10 minut po uruchomieniu połączenia (własnymi rękami) do drzwi zadzwonił monter "do naprawy internetu". Gdyby nie powyższe punkty tarzalibyśmy sie ze śmiechu.

19:39, very_bad_mother
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 września 2011

Nie podejmuję się polemizować z Gofer.

Z mojego punktu widzenia powinno być tak jak napisała de_factory - grzeczność nic nie kosztuje a kobieta w ciąży może potrzebować odmiennego traktowania lub nie, ale wybór się należy.

Na przykład:

Udaję się rano do piekarni (bo chcę, bo muszę, bo okoliczności tak się złożyły, nie mam dziecka na ręku). Piekarnia ta jest popularną destynacją w sobotę rano w mojej wsi.

Są dwie osoby przede mną, za mną też kilka się uzbierało, bo pani przy ladzie kupuje akurat po mikrokawałku różnych wypieków. Skończyła. Przede mną mężczyzna, zauważa brzuch, proponuje pierwszeństwo.

Alternatywny rozwój zdarzeń będzie zależał od:

A. Jest słoneczny sobotni poranek, wyszłam bo potrzebowałam przewietrzyć płuca.

B. Otrzymałam własnie potężny cios w pęcherz, który wycisnąłby ostatnią kroplę nawet z odwodnionego wielbłąda po 2 tygodniach na pustyni. Czekanie na decyzję w sprawie mikrokawałków też zrobiło swoje.

Jeśli wybierasz A. Zła mówi grzecznie "Bardzo panu dziekuję ale mogę poczekać"

Jeśli wybierasz B. Zła mówi grzecznie "Serdecznie panu dziękuję" - w tempie karabinu maszynowego wyrzuca zamówienie przy ladzie "orkiszowyi4minikajzerkiplusdwieżytnie", płaci gotówką i po 30 sekundach opuszcza piekarnię na odchodnym mówiąc wszystkim "Dziękuję", po czym udaje się z prędkością światła w kierunku domu i toalety.

Tak robię zawsze. Jeśli potrzebuję a ktoś oferuje mi przywilej pierwszeństwa, siedzenia itp. - korzystam. Jeśli przemieszczam się jeden przystanek z biura do pętli - nie wyrzucam nikogo z siedzenia.

A co do pracy - podjęłam się zadania, które chcę wykonać i nie zawieść zaufania osób, które mnie zatrudniły. I wysokośc pensji nie ma tu znaczenia, chociaż dobrze jest wiedzieć, że w razie utraty pracy przez KM wystarczy nam na rachunki i placki ziemniaczane - nie popadniemy w długi. W przypadku kobiet zajmujących się wyłącznie domem zawsze zastanawiam się jaki wpływ na związek ma obciążenie psychiczne mężczyzny - jedynego żywiciela rodziny. Chociaż na pewno sytuacje bywają różne.

Tagi: ciąża
10:16, very_bad_mother
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 września 2011

O kurczę, a ja sobie tu spokojnie choruję na anginę i schizuję na punkcie leków w ciązy a tu pod poprzednim postem dyskusja takiego kalibru.

To ja sie wypowiem jako kobieta pracująca (mimo anginy) w ósmym miesiącu ciąży.

Nie jestem typowym przypadkiem, bo brzuch w niektórych ciuchach słabo mi widać i często padam ofiarą nieustąpienia miejsca, bo ludzie się podejrzliwie przyglądają tylko "ciąża to? azliż tylko efekty bigosu?"

Na poranki w Filharmonii  zawsze chciałam moje dziecko zabrać, ale jakoś przez dobrych kilka lat się nie złozyło, bo te osławione abonamenty są nie do zdobycia. Nie kupisz ich gofer przez internet (chociaż tą drogą nabywam już niemal wszystko z kategorii produktów i usług). Wystawanie ich w kolejce nie leży w moich mozliwościach. Kiedyś wysłałabym moją przedsiębiorczą babcię, ale jej stan zdrowia też podupadł na tyle, że nie mam serca. Małżonek mój nieobecny jest permanentnie, cieszę się, gdy moge liczyć z jego strony na kanapkę i i herbatę o wystawaniu abonamentów wszelakich nawet nie wspominam.

Ja zatem kwestię biletów na wydarzenia kulturalnej wyższej rangi (a jakoś zawsze generują one komplikacje przy nabywaniu) zarzuciłam i poprzestałam na kinie w pobliskim centrum handlowym. Są jednak matki, które mają ambicje. Które chcą ukulturalniać dzieci, mimo ciąży, bolących nóg i dwulatków na ręku. Ja je rozumiem. Nie sądzę, żeby ich liczba zagrażała w znaczący sposób zwykłej populacji zmuszonej ogonkować.

Uważam, że ustąpienie miejsca siedzącego lub kolejki kobiecie w ciąży powinno byc ludzkim odruchem. Bo akurat jest tej kobiecie trudniej. Stać, oddychać, chodzić. Czy ma przez 9 miesięcy siedzieć w domu i nie zawracać dupy pracodawcy, społeczeństwu, pasażerom komunikacji, sklepowym itp. I zamawiać serek i bułkę w delikatesach internetowych? zniknąć i nie drażnić społeczeństwa?

A te panie, które na pytanie "Czy mogłabym usiąść?" syczą w autobusie "Ja też dwoje dzieci urodziłam"? To znaczy, że każda z nas musi wyhodować w ciąży żylaki, żeby było sprawiedliwie? a do tego rozstępy? I wór na brzuchu rodem z akcji Wysokich Obcasów "Tu mieszkało dziecko"?

Ciąża to nie choroba. Słyszałam to zdanie wielokrotnie. Od nowej szefowej, od lekarza, od położnej, od pań w komunikacji miejskiej.

Tak, to nie choroba. To odmienny stan, w którym trzeba funkcjonować prawie rok. Wiecie ile to jest życia? Ile obejrzanych twarzy, myśli przepuszczonych przez głowę, wykonanych zadań, snów, uśmiechów, filmów, zdarzeń, wyjazdów? Wiecie? Pomyślcie co robiliście przez ostatnie 9 miesięcy. a teraz dodajcie do tego plecak pełen cukru z przodu. I teraz wyobraźcie sobie, że mimo tego plecaka człowiek chce żyć, kochać, marzyć, bawić się, pracować. Ujmijcie odrobinę z ciężaru ciężarnej. Dajcie usiąść, szybciej opuścić sklep, pocztę czy filharmonię.

Żeby życie z brzuchem nie było życiem gorszej jakości.

Tagi: ciąża
13:48, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 12 września 2011

Na litość boską! Widzieliście?

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,10254851,Awantura_w_kolejce_do_Filharmonii__w_ciazy_tez_stoja.html

Dlaczego siermiężny PRL wiedział, że w ciąży puchną nogi a nowoczesna POlska nie wie?

Ale TY kobieto rodź, chodź w ciąży, stój w kolejce, stój w tramwaju, wychowuj, gotuj, pracuj i czyń cuda z organizacją czasu.

Magia istnieje.

Każda kobieta ma ją w sobie.

Inaczej nie byłoby ludzkości i ciepłych obiadów.

10:49, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (11) »
piątek, 09 września 2011

Im bliżej zrzutu tym Zła bardziej podenerwowana, skłonna do łez, wybuchów, wyrzutów i rytualnych morderstw.

Dziecię nr 1 nie ułatwia życia, bo jesień, bo szkoła, bo ubrać się trzeba, a jakie buty, dlaczego nie wełniany beret.

Więc Zła wybucha - grozi, popada w rozpacz, rzuca sprawiedliwe i niesprawiedliwe oskarżenia pod adresem Korporacyjnego. Ten, wycwaniony syn korporacji, odpiera zarzuty, z wprawą amerykańskiego adwokata domaga się twardych dowodów swoich przewinień. Zła z wyczuciem dramatycznym godnym Krystyny Jandy opuszcza samochód rzucając na pożegnanie "Bo Ty mnie nie doceniasz" - i kontrapunktuje trzaśnięciem drzwiczek.

Dla świętego spokoju Korporacyjny śle SMS-y w ciągu dnia. Po powrocie do domu poklepuje czule wybrzuszenia będące pupą, nogą bądź inną kończyną jego nowego potomka. Zakasuje rękawy i rzuca się w wir prac domowych. Odsyła Złą do łóżka. Klepie kotlety. Smaży. Wietrzy. Zmywa.

Zła z nogami na stosie poduszek rozkoszuje się lekturami. Dziecko nr 1 znika przed TV. Relaks. W końcu.

Uchetany KM pada na łóżko obok Złej kompletnie zdezorientowanej nagłym lenistwem, pozycją horyzontalną i ciepełkiem kołderki.

"To ja skoczę na basen, co?" - mruczy Korporacyjny.

"Skacz" - odruchowo odpowiada Zła - "tylko namów młodą, żeby się umyła o 8.00". Z salonu dobiegają dogłosy burzliwych negocjacji, Korporacyjny w końcu nastawia budzik i nakazuje odwrót sprzed TV wraz z dzwonkiem. 30 sekund później słychać trzask zamykanych drzwi.

W 20 minut po wyjściu KM rozpętuje się pandemonium. Budzik się zepsuł i nie zadzwonił. Młoda symuluje nagłą nieznajomość cyfr i zegara. W dodatku ma cały czarny język i pluje. Nie przyznaje się do zeżarcia żadnego świństwa. Wymaga natychmiastowej pomocy, umycia, uspokojenia i towarzystwa.

W trakcie latania za młodą Zła odkrywa, że samochodów Korporacyjnego tkwi pod domem. To oznacza, że wybył z sąsiadem. Wróci trzaśnięty i na pewno nie po godzinie.

Załamana Zła kładzie młodą do własnego łóźka i usypia o 9.30. Kiedy wraca Korporacyjny tego nie wie nikt.

15:11, very_bad_mother , Małżeństwo
Link Komentarze (3) »
wtorek, 30 sierpnia 2011

Bardzo bliska mi idea.

Wiecie jaka jest różnica pomiędzy moim byłym i obecnym pracodawcą?

Ten poprzedni na wieść o ciąży powiedział "Gratuluję. Jesteśmy firmą przyjazną młodym matkom" po czym odciął mnie od wszystkich projektów, a nowe przedsięwzięcie powierzył młodemu pistoletowi.

Ten obecny powiedział "A jak Pani proponuje to zorganizować w ziwązku z ciążą? Ach tak. To jest pomysł. Spróbujmy."

Trafiłam na ciekawy artykuł Wspieranie rodzicielstwa jako przejaw społecznej odpowiedzialności polskiego biznesu. Aut. Agnieszka Mazur - http://odpowiedzialnybiznes.pl/pl/baza-wiedzy/publikacje/artykuly.html?id=5099

Interesujące są wnioski dotyczące przyczyn korzystania ze zwolnień w ciąży. A także obawy pracodawców związane z zatrudnianiem młodych matek.

Czy odczarowanie ciąży wydobyłoby z domu przynajmniej część zakitranych tam młodych kobiet sfrustrowanych macierzyństwiem i niekoniecznie uszczęśliwionych spędzaniem najlepszych lat życia w piaskownicy?

Wiele mowi o tym Ayelet Waldman w wywiadzie z "Wysokich Obcasów"

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10173372,Zagonimy_was_batem_do_domu.html

13:00, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Mróweczki od PR w PO zasuwają przed wyborami aż się kurzy. Wyprodukowali raport "Młodzi 2011". Zła na styk ale sie łapie.

Wnioski smutne.

Model prawdziwie partnerski dotyczy zaledwie 19% związków. Pozostałe:

Albo praktykują tradycyjny podział ról i obowiązków, albo udają partnerstwo. Moglibyśmy nazwać je semipartnerskimi. Ludzie deklarują, że współpracują ze sobą, oboje mają równe prawa, dzielą się obowiązkami. Ale w rzeczywistości podstawowe obciążenia spadają na kobietę. Nie odmawia się jej prawa do studiowania, kariery zawodowej, rozwoju osobistego. Ale dom, dzieci i obowiązki z tym związane to wciąż jej problem, jej podwórko i jej obciążenia. Mężczyzna gotuje, sprząta, czyta dziecku - kiedy ma na to ochotę, a nie dlatego, że to jego powinność.



Więcej... http://wyborcza.pl/1,75478,10189368,Zycie_i_cala_reszta.html#ixzz1WPDpOWhL

Pani Szafraniec trafia w sedno. Niestety jako socjolog nieźle diagnozuje ale nie leczy.

Korporacyjny pomaga "na żądanie". Oznacza to ni mniej ni więcej tylko, że należy go uprzejmie poprosić aby poczytał dziecku, umył naczynia, pomógł zmienić pościel, kupił, wyniósł itd.

Dla mnie to żenujące. Nienawidzę prosić, nienawidzę przymuszać, uważam, że jak ktoś sam nie czuje potrzeby pomocy, to niech się wypcha.

Co mam zrobić? Zostawić żenujący burdel i sprawdzić kiedy zauważy? Pozwolić dziecku biegać do 1 w nocy, aż samo padnie, albo kłaść je w swoim łóżku, żeby sobie spokojnie poczytać? A jak urodzi się drugie? Skreślić związek i spać z dwójką dzieci?

To może od razu się wyprowadzę?

piątek, 26 sierpnia 2011

No gdyby przyjąć takie kryteria, to ja jestem ideałem.

http://www.edziecko.pl/rodzice/56,111879,10173133,Najgorsze_matki_swiata.html

Miłego weekendu.

Tagi: matka
13:55, very_bad_mother , Rodzicielstwo
Link Komentarze (1) »

...skoro można iść na zwolnienie. Które zresztą wielu lekarzy proponuje bez ogródek.

Dzisiaj Zła ma kryzys. Była burza, będzie burza, może za długo sprzątała wczoraj swoje apartamenty. W każdym razie ani jedna szara komórka nie chce podjąć normalnych funkcji. Więc Zła się złości - na siebie, na męża, na system, na ciążę. Niby dlaczego ona nie może pójść na zwolnienie jak te lalunie ze szkoły rodzenia co to leżały sobie na tych workach wypełnionych poliuretanowymi kulkami a mężowie usłużnie donosili herbatki, wody, głaskali po rączkach i podnosili, sadzali i wogóle kucali? I wszystkie w domu siedzą już od dawna?

Po lurowatej kawie zaskoczył jednak u Złej system racjonalizacji. W końcu pracuje na własne życzenie. Ba, nową robotę ma, więc porzucić i zaniedbać nijak. Z drugiej strony brak myślenia to też rodzaj zaniedbania, nie? Po kolejnej chwili zastanowienia (komórki wrzucają powoli drugi bieg) doszła do następujących wniosków:

1. Zła pracuje z próżności

2. Zła pracuje ze strachu

Wyjaśnienia:

Ad. 1 - Próżność. Już wyjaśniam. Gdyby Zła zaległa w domu, to kto by się nią zachwycał? kto by podziwiał heroizm, szczupłe nóżki, energię no i ten... no heroizm? Że w ciąży taka dzielna? Energiczna? A korporacyjny jak nic uznałby, że Zła w domu odpoczywa i można po powrocie zasiedlić kanapę i zawłaszczyć pilota. A tak zwarty jest i gotowy, zakupy robi, garaż sprząta, dziecko wyprowadza na spacer, wiesza pranie.

Ad. 2 - Strach. Gdyby Zła zaległa w domu oszalałaby ze strachu, że o niej zapomną. Że już do pracy nie wróci i że już pracy nie znajdzie. Ponadto Zła boi się zostać w domu, bo musiałaby zajmowac się dzieckiem starszym all day long. To zdecydowanie za długo. Bałaby się zatrudnić pomoc, bo w końcu jak się siedzi w domu to aż wstyd. Sprzątałaby, choć nienawidzi, ale chyba bałaganu nienawidzi bardziej. Ponadto nie miałaby do kogo gęby otworzyć. Kisiłaby się z matką swą, żeby zabić samotność.

W domu Zła złapałaby megadoła.

Co nie zmienia faktu, że w ciąży jest czasami cholernie ciężko pracować.

Tagi: ciąża praca
13:21, very_bad_mother , Ciąża
Link Komentarze (6) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10
Darmowy licznik odwiedzin
licznik odwiedzin